Trzech kolesi całe życie odkładało na wymarzona wycieczkę do Egiptu. Nic nigdy sobie nie kupili, tylko opłaty za życie i nedzne żarcie. Zadnego piwa, cukierka, nic. Totalna asceza.
Nazbierali wkońcu kasę na wycieczke i pojechali zwiedzać Egipt, a że za dużo tej kasy nie mieli, to spali pod namiotami na Nilem. Któregoś wieczora jeden z nich mówi:
- Panowie, jestesmy w naszym upragnionym Egipcie. Całe życie oszczędzaliśmy na to. Może tak raz zaszalejemy i walniemy flache.
- O nic z tego - mówi drugi - ja się nie składam, oszczędzam na wycieczke pod piramidy.
- Nie to nie - mówi trzeci - ja w to wchodzę.
No i dwaj z nich zrzucili sie na flachę a że głowy mieli cienkie to szybko stracili orientację i zalegli. W tym czasie trzeci z nich, ten co nie pił siedział nad rzeką. Nagle z rzeki wychodzi wielki krokodyl i łapie w pysk abstynenta.
Taki był hałas, że obudzili sie dwaj pijący i patrzą a z krokodyla wystaje już tylko głowa i ręka.
- Patrz, ku....wa - mówi jeden do drugiego - jak zrzuta na wódke to nieee, ale śpiworek to La'Costa.
_________________ Najlepsza brachu jest fura bez dachu
Marka: Opel
Model: Astra H
Pojemność: 1.4
Wiek: 29 Dołączył: 17 Wrz 2010 Posty: 98 Skąd: Warszawa/Zamość
Wysłany: 2011-02-04, 23:28
Wkleje wam pamiętnik trabanciarza z mojego poprzedniego klubu, moze troszke długi ale ja popłakałem się ze śmiechu
Pamiętnik Trabanciarza
Piątek 20 luty 2004 godz. 16:00
Zepsuł mi się samochód, którym poruszam się na codzień, wstawiłem go do serwisu - lada tydzień będzie gotowy.
Piątek 20 luty 2004 godz. 21:00
Przyjechał Arek na piwo, toast za zerwany pasek rozrządu !!!
Sobota 21 luty 2004 godz. 12:00
Obudziłem się po imprezie - przepiliśmy wszystkie pieniądze na naprawę samochodu, boli mnie głowa.
Niedziela 22 luty 2004 godz. 14:00
Mamy jechać do rodziców na obiad - Gdzie ja wsadziłem dokumenty od trabanta ???
Niedziela 22 luty 2004 godz. 15:00
Patrycja siedzi w samochodzie i czeka aż naprawię klemę od akumulatora... znowu boli mnie głowa - tym razem maska przywaliła mi w głowę...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 16:20
Patrycja siedzi w samochodzie i czeka aż naprawię klemę od akumulatora... dzowni mama że obiad już wystygł
Niedziela 22 luty 2004 godz. 16:30
Odpalamy !!! działa !!! czuję się jakbym zdobył Mont-Everest, ruszamy ... sąsiad spod piątki drze jape że mi coś kopci !!! - zgłupiał Pacan, przecież to dwusów... musi kopcić !!!
Niedziela 22 luty 2004 godz. 16:50
Jedziemy... na drodze jest pusto, tylko czasami wyprzedzają mnie autobusy MZK...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 17:00
Zajechaliśmy... Całe 15 km, a czuję się jakbym dojechał conajmniej do Berlina...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 18:00
Zjedliśmy obiad, ja swój deser zapakowałem do kieszeni, nie mamy czasu, musimy się spieszyć na spotkanie klubowiczów Cartoon Trabant
Niedziela 22 luty 2004 godz. 18:10
Cały czas się spieszymy, wystąpiły małe problemy - zamek zamarzł a odmrażacz jest w samochodzie. @!#$! że ja musiałem rzucić palenie, tak to bym miał chociaż zapalniczkę do podgrzania kluczyka!!!
Niedziela 22 luty 2004 godz. 18:15
Spieszymy sie jeszcze bardziej, jedziemy 40 km/h - z tego pośpiechu chyba drugi cylinder nie odpalił... pewnie też zamarzł...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 18:20
Udało mi się włączyć ogrzewanie - cud, że działa, ale musieliśmy otworzyć okna, bo po 20 sekundach skończył się tlen w kabinie...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 18:30
Zajechaliśmy - czuję w plecach jakieś bóle... Rany Boskie, co za koszmar, w knajpie też jest kupa dymu - chyba znowu zacznę palić...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 19:30
No to jedziemy do domu - po raz pierwszy udało mi się rozwinąć pasy bezwładnościowe, i je zapiąć... nie wiem czy się odepnę w razie ewakuacji...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 20:00
Zajechaliśmy pod dom, ten Pacan spod piątki zgasił światło i filuje przez firanki - Debil... trabanta nie widział???
no chyba że chodziło mu o to że delikatnie uderzyłem w zderzak jego malucha...
Niedziela 22 luty 2004 godz. 21:00
Tak, ten deser co go do kieszeni wsadziłem to chyba już się nie nadaje do jedzenia - dziwnie zalatuje wędzonką...
Poniedziałek 23 luty 2004 godz. 7:00
Jadę do pracy... już na samą myśl o tym dostaję czkawki...
Poniedziałek 23 luty 2004 godz. 7:10
Nie no, nie jest tak źle... czkawka mi przeszła - za to zamarzły mi ręce, wcale nie głupi pomysł żeby skrobać szyby kartą WITAY... w końcu do czegoś się przydała, może jak następnym razem zatankuje na Orlenie to w prezencie dostanę skrobaczkę do szyb, te 20 punktów na karcie powinno wystarczyć... eh co za życie, dzisiaj z powodu mrozu biegi jakoś tak dziwnie wchodzą i to nie wszystkie... dwójki jeszcze mi się nie udało...
Poniedziałek 23 luty 2004 godz. 8:00
Dostałem opierdol od kierowniczki że się spóźniłem pół godziny... przecież jechałem najszybciej jak się dało - ona odpowiedziała mi że chyba miałem hamulec zaciągnięty... - sprawdziłem...kierownik ma zawsze rację !!!
Poniedziałek 23 luty 2004 godz 15:00
Dzień pracy skończony, jade do domu - ale ten Trabant ma kopa! hamulca ręcznego już na przyszłość nie będę używał, aha i już nie czuć w kabinie zapachu palonej gumy... co za technologia
Poniedziałek 23 luty 2004 godz 16:00
Wiedziałem, @!#$! wiedziałem.... zaparkowałem pod domem, lać mi się chce a ten @!#$ pas nie chce się odpiąć...
Poniedziałek 23 luty 2004 godz 16:10
Odpiąłem pas, teraz trzymam jedną ręką fujarę żeby nie popuścić a drugą staram się zamknąć mój dobytek!
dobrze że ten Pacan spod piątki nie patrzy, a swoją drogą gdzie on się podział ??? pewnie poleciał kupić pampersy...
co ja perdolę??? jakie pampersy??? niech on sobie kupi teleskop, może w gwiazdach coś wypatrzy... @!#$ rencista - chyba dostał tą rentę na katar, zawsze w windzie musi kichać, kiedyś mu przywalę w tego kinola!
Poniedziałek 23 luty 2004 godz. 16:20
No jestem w domu... dziwne... jeszcze dziś czuć ten zapach wędzonki...
Wtorek 24 luty 2004 godz 6:30
Boże... normalni ludzie jeszcze śpią... a ja zasuwam tą kartą po szybach... znalazłem karteczkę za wycieraczką "Proszę stwaiać samochód przodem do okien, a nie tyłem, jak to Pan robił dotychczas.Dziękuję" - pojebało kogoś??? a co to ma do rzeczy??? że co, że niby z przodu ładniejszy???
Wtorek 24 luty 2004 godz 6:35
Aaaaaa... to o ten dym pewnie chodziło... że niby do okien wpada... teraz rozumiem. Ale co mnie to... niech śpią przy zamkniętych oknach. Jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodiło 5 minut na ssaniu w Trabancie... przynajmniej w gazetach o tym nie pisali...
Wtorek 24 luty 2004 godz 6:40
Jade... śmigam... zmieniam pasy... tunel... prosta... światła... zakręt... prosta... wiadukt... dziś najlepiej
wchodzi dwójka...
Wtorek 24 luty 2004 godz 7:30
Zdążyłem... jestem w pracy, trochę mi w uszach piszczy... to pewnie od hałasu w samochodzie - i tak jestm genialny, przejechałem 20 km na dwójce... cóż to była za szarada!!!
Wtorek 24 luty 2004 godz. 15:20
Jestem w połowie drogi do domu... jeszcze trochę i obiadek... dziś odlałem się przed wyjściem z pracy... czuję się bezpieczniej...
Wtorek 24 luty 2004 godz. 15:30
Całkiem nieźle mi idzie, udało mi się wyprzedzić jednego żuka i autobus MZK, przed wiaduktem zapowietrzył się gaźnik i trochę mnie obtrąbili... jednemu nawet powiedziałem czyim jest synem... a on pokazał mi którym palcem mam włączać kierunkowskazy... faktycznie wygodniej...
Wtorek 24 luty 2004 godz. 15:50
Tankujemy... stacja benzynowa same super fury i ja z moim dobytkiem życia! zatankowałem... całe 5 litrów... jeszcze nawet z węża troszeczkę udało mi się zlać... idę zapłacić... przy kasie blondynka pyta się mnie o numerek... powiedziałem jej że jakiś szybki bo sie spieszę do domu... pan z kolejki podpowiedział mi że chodzi o numerek dystrybutora... ale jaja, to sobie pewnie panienka pomyślała, że jakiś debil ze wsi kombajnem przyjechał. Rozwiałem jej wątpliwości pytając się czy może mi doliczyć punkty na kartę WITAY, bo zbieram na skrobaczkę do szyb...
Głupie te blondynki, chyba źle wsadziła tą kartę bo poleciały iskry i zgasło światło... jakieś zwarcie czy coś... no nic skrobaczki nie będzie bo kartę szlag trafił... terminal też... Pan kierownik stacji poinformował mnie żeby karty nie trzymać w wilgotnym miejscu... a co ja ją niby trzymałem między nogami??? eh ci ludzie... kolejni kandydaci na rencistów....
Wtorek 24 luty 2004 godz. 16:20
Dojechałem do domu... jestem wykończony... idę spać...
Marka: Opel
Model: Astra H
Pojemność: 1.4
Wiek: 29 Dołączył: 17 Wrz 2010 Posty: 98 Skąd: Warszawa/Zamość
Wysłany: 2011-05-10, 19:12
Koleś bzyka laskę i mowi do niej kochanie, kochanie podaj mi łyżkę do butów
Ona- na co Ci teraz łyżka do butów?
On- a no wiesz tak się rozbujałem że z chęcią jajka jeszcze wsadze
Marka: Opel
Model: Corsa
Pojemność: 1.0 Pomógł: 1 raz Dołączył: 23 Lut 2010 Posty: 488 Skąd: www.vrx.pl
Wysłany: 2011-06-22, 13:09
Babka, matka i córka opowiadają sobie o bólu i zaczęły się licytować:
córka mówi - mój facet jak mnie puka to ma takiego wielkiego, że tak mnie boli...
przerywa matka: - co Ty wiesz o bólu, jak ja sobie przekuwałam sutki to był dopiero ból
na to babka: - gówno tam wiecie, jak ja kiedyś jechałam rowerem i mi w łańcuch wkręciło łechtaczke, to był taki ból że odgryzłam dzwonek
Trzech kumpli przy wódce opowiadają sobie o "myszkach" swoich żon:
jeden mówi - mojej to jest jak paryż, piękna aż się chce tam wracać
drugi mówi - mojej to jest jak londyn, wilgotna i owiana tajemnicą jak londyn mgłą
trzeci popatrzył na kolegów i mówi - a mojej starej to jest jak Budgoszcz, dziura, po prostu dziura...
Marka: Opel
Model: Corsa
Pojemność: 1.0 Pomógł: 1 raz Dołączył: 23 Lut 2010 Posty: 488 Skąd: www.vrx.pl
Wysłany: 2011-07-08, 08:21
Wrócił chłopak wieczorem do domu. Wcześniej z kolegami wypalił kilka skrętów, więc zastanawia się jak nie wpaść przed rodzicami. Postanowił pójść do salonu - sądząc, że o tej porze nikogo już tam nie będzie. Otwiera drzwi - a tam ojciec siedzi. Szybko zamknął drzwi i myśli dalej. Stwierdził, że pójdzie do kuchni. Otwiera drzwi - a tam ojciec siedzi. Szybko zamknął drzwi i postanowił pójść do sypialni. Otworzył drzwi - a tam też ojciec siedzi i krzyczy do niego:
- Gówniarzu, zatłukę cię, jak jeszcze raz otworzysz drzwi od kibla!
Ciężarna żona zniechęcona do seksu, opędza się od męża, odgania..
Aż w końcu oznajmia mu że nie będzie mieć pretensji jeżeli prześpi się z inną, byle tylko dał jej spokój.
Mąż nie wierzy, ale gdy ona wręczyła mu stówę 'na drobne wydatki'
_uwierzył. Wypucował się jak do kościoła i wyszedł.
Wraca rano, zona uśmiechnięta pyta czy pofiglował.
Tak, ale nie gniewasz się.
Nie! Ale opowiedz jak było.
No, ledwo wyszedłem natknąłem się na sąsiadkę spod dwójki.
Zaczęła mnie wypytywać czemu taki wystrojony, to w końcu jej powiedziałem.
A ona na to:-Co będziesz łaził po nocy. Mąż na delegacji to przenocuj u mnie. No i tak zrobiłem.
Żona:- no widzisz. I wszyscy zadowoleni, i stówa zaoszczędzona.
Mąż:- stówę jej zostawiłem.
Żona:- A to k***wa !! Jak ONA była w ciąży, nawet grosza nie wzięłam !
Mały rekin uczy się od ojca jak polować na ludzi.
- Podpływasz najpierw powoli do człowieka, potem go opływasz dookoła. Potem go jeszcze raz opływasz dookoła, ale wolniej.
- Tato, a nie można go zjeść tak od razu?
- Jeśli lubisz z gównem...
Dres złapał gumę, przechodzi obok drugi i się pyta:
- Co robisz?
- nic koło wykręcam,
Ten wybija szybę i mówi:
- to ja radyjko biorę.
Przychodzi homoseksualista na basen i pyta:
- Jak woda ?
- Chu...owa - krzyczy tłum
- Ojejciu ! To skaczę na dupę !
W głębinach jednego z jezior w Alabamie znaleziono ciało Murzyna oplecione łańcuchami.
Miejscowy dziennikarz pyta szeryfa:
- Co pan myśli o tej sprawie?
- Myślę,że to typowe dla czarnuchów z naszej okolicy:chciał przepłynąć jezioro,
ukradłszy więcej łańcuchów niż mógł unieść!
Ukrainiec żeni się z Rosjanką.
Przed nocą poślubną ojciec radzi synowi:
- Złap mocno żonę i z całej siły pchnij na łóżko,
niech wie, że Ukraina jest mocna.
- Potem pokaż jej swojego fiuta, niech wie , że Ukraina jest wielka.
Nagle wtrąca się dziadek i mówi:
- A potem zwal se konia, niech wie, że Ukraina jest niezależna !
Elegancki dżentelmen siedzi w teatrze, kiedy do jego nozdrzy dolatuje nagle obrzydliwy fetor.
Nachyla się więc i pyta uprzejmie siedzącego przed nim dżentelmen:
- Przepraszam, czy pan się zesrał?
- Tak. A o co chodzi?
Marka: Opel
Model: Corsa
Pojemność: 1.0 Pomógł: 1 raz Dołączył: 23 Lut 2010 Posty: 488 Skąd: www.vrx.pl
Wysłany: 2011-09-01, 11:48
Grupa Ukraińców przyjeżdża do Irlandii do pracy.
Złapali pierwszą robotę u jakiegoś Irlandczyka, mieli pomalować dom.
Irlandczyk dał im farbe i mówi: Panowie tu jest farba, pędzle, wałki, ja ide do roboty o 17 będę, mam nadzieje robota będzie zrobiona. I pojechał.
A Ukraińce jak to oni, na głodzie, stwierdzili że jedną puszkę farby sprzedadzą, będzie na wódke, wypiją, lepiej im się będzie pracować. Ale po jednej flaszce dopiero złapali smaka, stwierdzili że sprzedadzą jeszcze jedną. Sprzedali, wódke wypili, no ale to nadal mało, stwierdzili: dobra jakoś to będzie, sprzedajemy farbe, będzie na wódke.
Napili się, ale wybiła 17 wlaściciel wraca, co tu robić, na szybko wzieli jakąś reszte farby pomazali pysk konia.
Właściciel podjeżdża patrzy i pyta: no panowie jak to 8 godzin a tu nic nie zrobione.
Na co jeden z Ukraińców: patrz Pan, koń farbe wypił nie mieliśmy jak malować
Właściciel poleciał do domu wyciągnął dubeltówkę, łup, koń padł.
Ukrainice na to: Panie ale jak tak można, po co tak drastycznie, przecież to tylko zwierze.
Na co właściciel: Idź Pan z takim koniem, w zeszłym tygodniu jak polacy tynkowali 10 worków cementu opierdolił.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum